Co jak nie Zachód?

Polacy egzystują na terytorium położonym w Europie środkowo-wschodniej od setek lat. Wieki temu naród polski tworzył własne struktury państwowe, które na obszarze od Odry do Bugu (upraszczając) i dalej na wschód, mimo wielorakich zawirowań dziejowych, zaborów i okupacji, trwają do dziś i trwać, miejmy nadzieję, będą. Jesteśmy jako naród (wcześniej być może społeczność plemienna, etniczna, językowa) zakorzenieni w historii Europy od czasów średniowiecza i choć nie najstarsi, jak Francuzi czy Brytyjczycy, możemy  z powodzeniem uważać się za tubylców. Wszak zręby polskiej państwowości powstały już ponad tysiąc lat temu, nikt nas z terytorium europejskiego nie usunął ani nie relokował, choć byli tacy, którzy próbowali. Polska istnieje więc w Europie, jest częścią Europy, to niezaprzeczalny fakt. Nie jesteśmy jednak częścią Europy tylko geograficznie, ale  i kulturowo.  

Cywilizacja

Polacy nie przybyli do Europy z jakimś swoim bagażem cywilizacyjnym i nie żyli przez lata w izolacji i oderwaniu od innych krajów zamieszkujących tę część świata. Swoją kulturę tworzyli właśnie na kontynencie europejskim w ścisłym powiązaniu z trendami obecnymi w tak zwanym europejskim kręgu kulturowym. Przyjmując chrześcijaństwo, zachodni porządek prawny i etykę oraz filozofię zaczerpniętą od starożytnych Greków, staliśmy się częścią cywilizacji łacińskiej i przetrwaliśmy w niej mimo licznych wpływów zewnętrznych z różnych stron świata. 

Mimo tej prawdy dziejowej, istnieje u znacznej części Polaków, zarówno tak zwanych elit politycznych i intelektualnych, jak i przeciętnych obywateli, przekonanie, że do europejskiego kręgu kulturowego nie należymy. Jest to opinia wcale nie odosobniona w naszym narodzie, że czymś innym kulturowo i cywilizacyjnie była i jest Europa (utożsamiana jednoznacznie z tak zwanym “Zachodem”), a czym innym Polska, która do tego Zachodu musi jeszcze “dorosnąć”. 

Zachód?

Warto na tym etapie zaznaczyć, że w retoryce elit politycznych, a co za tym idzie, mas społecznych, dochodzi do swego rodzaju pomieszania pojęciowego. W każdym nienaukowym dyskursie, oczywistym jest pojawianie się uproszczeń pojęciowych  
i generalizacji. Jest to rzecz o tyle potrzebna, co niebezpieczna. Nie będę się tutaj zanadto rozwodził nad kwestiami semantyki, pragnąc jedynie zaznaczyć, że pomieszanie pojęć  
i pułapki znaczeniowe, prowadzić mogą do całkowitej zmiany znaczenia słów, co z kolei wprowadza chaos w świadomości ludzkiej i oddala ją od prawdy. Dla potrzeby naszych rozważań chciałem jedynie zasygnalizować w największym skrócie, że Europa to nie to samo co Zachód. Europa Zachodnia owszem, geograficznie może być wyodrębniona, do granicy któregoś z krajów, najpewniej Niemiec, albo do brzegu którejś rzeki, np. Odry, ale  
w gruncie rzeczy takie wyodrębnienie traci sens w momencie, gdy nie tylko przynależność geograficzna determinuje przynależność konkretnego kraju bądź społeczności do tejże właśnie Europy Zachodniej – przykładem może tu być Szwecja, czy chociażby Grecja. Są to przecież kraje, które wspomniana już części elit politycznych w sposób bezsprzeczny zaliczy do tzw. Europy Zachodniej, a przecież nie są wcale położone na zachód od Polski. 

Oczywiście, to nie geografia jest tematem tych rozważań. Chodzi o fakt wykształcenia się u wielu Polaków przeświadczenia, że Europa to Zachód (i tylko Zachód), a Zachód, to coś lepszego i tym samym pewność, że my Polacy do tego Zachodu nie należymy. Dla osoby, która podejmie jakikolwiek trud intelektualnej analizy tego zjawiska, pierwszy nasuwający się wniosek jest taki, że przyczyną tego zapatrywania na ów Zachód z podziwem i poczuciem niższości jest wieloletnia egzystencja za tak zwaną żelazną kurtyną. Brak swobody poruszania się poza granice bloku krajów satelickich Związku Sowieckiego przez dziesięciolecia, utrudniona nawet komunikacja z krajami zachodnimi wzbudzały tęsknotę  
i sentyment do tej części świata. Nierzadko lepsza sytuacja materialna mieszkańców krajów wolnych od sowieckiej strefy wpływów, nieskuteczne próby zakłamywania przez propagandę faktu, że na zachodzie żyje się co do zasady trochę lepiej (choć nie wszystkim  
i nie wszędzie), tylko potęgowały wzrost mitu Zachodu wśród Polaków.  

Jest to konstatacja niepozbawiona trafności, jednak dalsze analizy tego zjawiska doprowadza nas do kolejnych wniosków, że orientacja na zachód pojawiła się u Polaków znacznie wcześniej. Już w okresie Rzeczpospolitej Obojga Narodów funkcjonowało przeświadczenie, choć można odnieść wrażenie, że nie było ono tak powszechne jak obecnie, że Europa Zachodnia ma więcej do zaoferowania od nas, zarówno na poziomie kultury, jak i zorganizowania społecznego, czy szeroko rozumianej świadomości obywatelskiej (choć trudno ją tak nazwać w czasach przed epoką nowożytną). O ile  
w początkach istnienia państwa polskiego, w okresie w którym na ziemiach polskich nie funkcjonowały rozwinięte instytucje handlowe, społeczne i ustrojowe oraz nie było uczelni, a kościół dopiero się rozwijał, zrozumiałym było, że aby móc te instytucje w Polsce wytworzyć, należało czerpać wzorce z krajów bardziej rozwiniętych. Nie dziwił więc fakt, że grupy arystokratyczne aspirujące do elity krajowej wyjeżdżały pobierać naukę na zachodnich uniwersytetach. Popularnymi kierunkami w wiekach średnich, były przede wszystkim Włochy i Francja. W wiekach późniejszych, Zachód nadal służył głównie jako kierunek,  w który elity szlacheckie spoglądały celem zdobycia wyższej edukacji i czerpania wzorców kulturowych.  

W wieku XVII i XVIII nastąpiło jednak zdecydowanie mocniejsze zwrócenie się szlachty ku Zachodowi. Język francuski powoli wypierał łacinę, zaś sztuka zachodnia gościła na dworach szlacheckich w całej Rzeczpospolitej. W szczególności zaś w latach poprzedzających zabory narastało poczucie, że Zachód jest czymś lepszym, doskonalszym, koniecznością dziejową. Nie twierdzę, że ta tęsknota za kulturą i obyczajami zachodnimi przyczyniła się znacząco do rozpadu Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Na katastrofę, jaka spotkała państwo polskie w wieku XVIII miało wpływ znacznie więcej czynników. Jednak zapatrywanie się na Zachód świadomych wyżyn społecznych w państwie polskim nie pozostało bez echa i miało swoje odbicie również w mentalności narodowej w wiekach późniejszych. 

Zagrożenia globalne i lokalne

Warto tutaj zrobić rozróżnienie pomiędzy dwiema kwestiami. Czym innym jest wszak czerpanie z pozytywnych wzorców zachowań, podążanie za trendami w sztuce, czy stosowanie rozwiązań prawnych i ustrojowych, a czym innym wywyższanie obcej kultury ponad swoją własną. W przejmowaniu zdobyczy kultur wyższych można bowiem zachować umiar, a może się ono rozrosnąć do rangi zachwytu i głębokiego przekonania, że kultura rodzima nie jest już warta zachowania. Znany badacz cywilizacji, amerykański politolog -Samuel Huntington, nazywa te zjawiska  modernizacją westernizacją. Pierwsze z nich polega na przejęciu z kultury (lub cywilizacji) zachodniej rozwiązań pozytywnych, służących rozwojowi społeczeństwa, jak technologia, sposób sprawowania władzy, prawo etc., drugie zaś dotyczy przejmowania obcej (zachodniej) kultury, rozumianej jako zestaw wartości, tradycji, wierzeń i przekonań, kosztem swojej własnej, wypracowanej przez wieki. Zjawiska te często idą z sobą w parze, jednak mądre i silne cywilizacje potrafią je rozdzielić, w sposób rozsądny i praktyczny czerpać z dokonań Zachodu. 

Należy się zastanowić, jaki model przyjęło społeczeństwo polskie na przestrzeni lat. Historia nie obchodziła się z Polakami łagodnie i w ciągu ostatnich dwustu lat mieliśmy mnóstwo okazji do utraty własnej tożsamości kulturowej, poczucia wspólnoty narodowej, czy choćby języka lub religii. Obserwując dzisiejsze społeczeństwo należy uznać, że tak się jednak nie stało i Polacy nadal są Polakami, opierają swoje zachowania i kulturę w znacznej mierze na tym, na czym opierali ich przodkowie kilkaset lat temu. Dlaczego tak się stało? Dlaczego pomimo stu dwudziestu trzech lat zaborów, wynaradawiania i narzucania obcego języka, pomimo okupacji niemieckiej i sowieckiej, oraz okresu rządów narzuconych przez komunistów z Moskwy, polska tożsamość została zachowana? Można próbować odpowiadać na to pytanie na różne sposoby. Jedną z narzucających się odpowiedzi jest ta, która twierdzi, że polska kultura była po prostu na tyle silna, wspierana latami świetności Rzeczpospolitej, dumą szlachecką, dziełami polskich romantyków i pozytywistów oraz oczywiście religią katolicką. Z drugiej jednak strony, możemy uznać, że polska po prostu zawsze była częścią tego Zachodu, który przyporządkować możemy do grona najsilniejszych cywilizacji w historii. 

Polska tożsamość

Niezależnie od wytłumaczenia jakie przyjmiemy, należy zauważyć, że polska kultura, mimo swej odrębności, pozostaje częścią cywilizacji łacińskiej, stanowiącej wspólny fundament dla większości państw zachodnich, nie wyłączając tych najsilniejszych. Dorobek intelektualny filozofii klasycznej, moralność i etyka chrześcijańska oraz prawo rzymskie, dały podwaliny cywilizacji łacińskiej, która choć ewoluowała, zdominowała świat na długie stulecia. Mimo różnych wpływów innych kultur, głównie wschodnich i żydowskich, polskość definiowana jest do dziś jako powstała na gruncie zasad i wartości tej właśnie cywilizacji łacińskiej. Cywilizacji, która zaprowadziła Zachód na najwyższe miejsce w hierarchii społeczeństw, umożliwiając światową dominację.  

Przyjmując, że Polska od wieków jest częścią cywilizacji łacińskiej, dochodzimy do wniosku, że ten mitologizowany przez wielu Polaków Zachód nie był nigdy tak daleko, jak część z nich chciałaby sądzić. Jeżeli więc jesteśmy częścią tego samego kręgu cywilizacyjnego, byliśmy w stanie zbudować naszą kulturę, na fundamentach zachodnich, czerpiąc z najlepszych cywilizacyjnie rozwiązań, jednocześnie zachowaliśmy swoją tożsamość narodową i przetrwaliśmy mimo wielu zawirowań historii, to powinno nam wystarczyć, by czuć się pełnoprawnymi członkami upragnionego Zachodu. 

W naszym społeczeństwie wciąż jednak funkcjonuje silne przekonanie, że jest inaczej. Przez lata, tkankę polskiego społeczeństwa infiltrowały kultury obce względem cywilizacji łacińskiej. Specyficzne położenie geograficzne, a także charakterystyczna dla Polski otwartość i tolerancja, mogły przyczynić się do osłabienia poczucia przynależności cywilizacyjnej. Lata zaborów i rządy polski ludowej również odcisnęły piętno na Polakach, choć nie wydaje się, aby miały być czynnikiem kluczowym. Wystarczy spojrzeć na inne narody, jak chociażby naród czeski. Czesi wydają się dzisiaj pozbawieni kompleksów i nie kwestionują własnego miejsca na świecie, stawiając się, obok krajów Zachodnich i trudno im odmówić racji. A przecież oni również pozbawieni byli własnej państwowości przez lata, znaleźli się w sowieckiej strefie wpływów a także, ich dążenia niepodległościowe nie były nigdy tak silne jak polskie. 

Mając to na uwadze, wydaje się, że spór pomiędzy tą częścią polskiego społeczeństwa, która uważa, że Polska jest czymś różnym od państw zachodnich, zaś polskość ma za jakąś niższą formę tożsamości narodowej, a tymi, którzy na siłę szukają odrębności od zachodu, jest bezzasadny. Nasze społeczeństwo, a później naród, zbudowany został na tych samych fundamentach, co pozostałe kraje cywilizacji łacińskiej i tak powinien być postrzegany. W dobie globalizacji i intensywnego przemieszania się kultur i naporu cywilizacji bardziej agresywnych, powinniśmy jako Polacy dążyć do zachowania zasad  
i dorobku cywilizacyjnego, wytworzonego przez lata na geograficznym zachodzie. Według bowiem każdego innego kryterium niż geograficzne, tenże Zachód jest właśnie tutaj,  
w Polsce. Pozostaje pytanie, czy Zachód, którego tak pragniemy znajduje się jeszcze w ogóle na zachodzie. To jednak temat na odrębny tekst.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystyka ogólna i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Co jak nie Zachód?

  1. iamemilia pisze:

    Ciekawy blog, tejs się fajnie czyta powodzenia

  2. Agaman pisze:

    Kazdy ktaj europy ma zr soba sporo wspólnego k sa do siebie podobne,ale i maja cechy,ktore je wyrozniaja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *