Kilka słów o demokracji

O demokracji powstały już tysiące dzieł, zaś demokratyczne formy sprawowania rządów stanowią pole do rozważań dla filozofów, politologów i wszystkich zastanawiających się nad tym, jak powinien być zorganizowany świat. Od wieków, ludzie próbują odpowiedzieć na pytanie, jaki sposób sprawowania władzy jest najlepszy, najbardziej skuteczny i sprawiedliwy. Warto zastanowić się czy na pewno, parafrazując słowa Winstona Churchilla, demokracja jest najlepszym ze złych ustrojów wymyślonych przez człowieka? Alexis de Toqueville mówił o demokracji, że jej rządy doprowadzą w konsekwencji albo do chaosu, albo do rządów kolektywno-biurokratyczno-totalitarnych. Jak zatem powinniśmy rozumieć demokrację? Czym jest, czym się stała, a czym być powinna? Znakomita większość ludzi bezrefleksyjnie przyjmuje za niepodważalny fakt to, że demokracja jest jedynym słusznym ustrojem. Nawet jeżeli to prawda, co już warte jest podjęcia dyskusji, warto także zastanowić się, czy rzeczywiście współcześnie wygląda ona tak, jakbyśmy tego chcieli. 

Nie licząc pewnej grupy skrajnych radykałów, zwolenników anarchii, ludzie co do zasady zgadzają się, że społeczeństwo powinno być w jakiś sposób zorganizowane i że powinna istnieć władza, która w kluczowych kwestiach weźmie na siebie odpowiedzialność związaną z podejmowaniem decyzji, mających wpływ na życie jego członków. Z uwagi na ludzką naturę i wyzwania, z jakimi człowiek musi się mierzyć, wydaje się, że nie jest możliwa egzystencja, bez wprowadzenia pakietu praw, którym każdy musiałby się podporządkować.

W teorii…

Teoretycy prawa dochodzili do wniosku, że prawo naturalne, utożsamiane boskim absolutem nie wystarcza do uregulowania wielopoziomowego życia społecznego, zaś znaczna część z nich, w ogóle istnienie takiego prawa zakwestionowała. Jeżeli zatem zgodziliśmy się jako ludzie, na potrzebę organizacji naszego życia za pośrednictwem narzędzi władzy, musieliśmy wypracować taki jej model, który umożliwiłby zarządzanie społeczeństwem w sposób właściwy. Przez pojęcie właściwy, należało by rozumieć dbałość o dobro jednostki, mając jednocześnie na uwadze dobro ogółu i zachowanie sprawiedliwości. Powinno nam przy tym również zależeć na tym, aby forma sprawowania władzy nad społeczeństwem umożliwiała jednostkom, wchodzącym w jego skład rozwój i dobrobyt. Racjonalnie myślący człowiek, który ma na uwadze dobro własne i życzy tego dobra także innym, będzie szukał rozwiązań spełniających te kryteria. Będzie starał się wypracować mechanizmy, które z jednej strony pozwolą na zbudowanie skutecznego modelu sprawowania władzy, z drugiej zaś, zapobiegną ewentualnym nadużyciom spowodowanym przejściem tej władzy w niepowołane ręce. Na gruncie rozważań filozofii i myśli politycznej, już w najwcześniejszych czasach rozwoju Cywilizacji, stwierdzono, że jednym z takich narzędzi może być ustrój, oparty na dokonywaniu wyboru poprzez wyrażenie swojej opinii przez grupę ludzi, której wolę będą odzwierciedlały tożsame opinie jej członków. W ten sposób, w starożytnych Atenach zrodziła się demokracja. 

System podejmowania decyzji przez obywateli ewoluował w czasie i przestrzeni, przybierając różnorodne formy w zależności od tradycji kraju, w którym był wykorzystywany oraz od epoki historycznej.  Czym innym, wszakże była tak zwana demokracja szlachecka w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, gdzie decyzje mniejszościowej przecież w perspektywie wszystkich obywateli grupy szlacheckiej, wpływały na ogół społeczeństwa (nie wspominając już o tym, że zgodnie z prawem liberum veto, jeden tylko poseł mógł tym decyzjom położyć kres), a czym innym referendalny system dzisiejszych kantonów szwajcarskich. Dlatego też nie jesteśmy dziś w stanie powiedzieć, że demokracja zawsze i wszędzie była taka sama, a zatem także jej skuteczność różniła i różni się geograficznie i historycznie. 

Demokracja liberalna?

Warto jednak skupić się na tym, co dzisiaj chętnie nazywamy demokracją liberalną,  będącą systemem dominującym we współczesnych krajach zachodnich. W gruncie rzeczy trudno mi jest zgodzić się z tym nazewnictwem, gdyż często ani nie jest to demokracja, ani tym bardziej liberalna. 

Większość dzisiejszych państw zdecydowało się na system, w którym rządy sprawuje wąska grupa parlamentarzystów ustanawiających prawo, wybierana przez ogół obywateli, posiadających prawa wyborcze. A że praw wyborczych praktycznie nikt nie traci, jest to rzeczywiście bardzo szerokie grono, obejmujące praktycznie wszystkich dorosłych, zdrowych na umyśle członków społeczeństwa.

Warto tutaj pochylić się nad tą właśnie powszechnością prawa wyborczego. Powszechne prawo wyborcze jest bowiem zaprzeczeniem sprawiedliwości, do której demokracja bardzo często się odwołuje. Wiele zależy od tego jaką definicję sprawiedliwości przyjmiemy i z jakiej perspektywy patrzeć będziemy przez jej pryzmat na demokrację, ale z całą pewnością nie jest sprawiedliwy fakt, że waga głosu osób zajmujących się polityką, ekonomią, historią, naukami społecznymi, a więc ludzi wykształconych, posiadających odpowiednią wiedzę i predyspozycje do nawet zarządzania państwem, a osób nie mających tej wiedzy w ogóle, jest taka sama. W konsekwencji, o wygraniu wyborów, a więc utworzeniu rządu i oddziaływaniu w sposób władczy na życie obywateli nie decydują stan wiedzy, umiejętności i predyspozycje tych, którzy do zdobycia władzy pretendują, a jedynie to, że uda im się przekonać większość głosujących do siebie i do swoich racji.

Kto choć odrobinę obserwuje scenę polityczną w Polsce (ale przecież nie jesteśmy tu wyjątkiem),  zauważa, że w ostatnich latach nikt już nie spiera się o podatki, o modele gospodarcze, politykę pieniężną, walutową, ani nawet o zagadnienia strategiczne polityki zagranicznej czy obronności. Znakomitą większość przekazu mediów głównego nurtu zajmują teraz tematy, które z kierunkami polityki rządzenia państwem, nie mają praktycznie nic wspólnego.

W studiach telewizyjnych godzinami rozprawia się albo o sprawach obyczajowych, albo o takich, które dotyczą jakiegoś absolutnie minimalnego wycinka społeczeństwa, ewentualnie odkrywa się kolejne karty z talii ‘afery polityków’. Dlaczego tak się dzieje? Bo tym niestety wygrywa się wybory. Granie na emocjach mas, zawsze wiązać się musi z porzuceniem jakiejkolwiek merytoryki. Przekonanie do siebie większości społeczeństwa to siłą rzeczy rezygnacja z poruszania tematów, które to społeczeństwo faktycznie dotyczą (jak na przykład podatki), a skupienie się na takich, o których każdy przeciętnie wykształcony, lub w ogóle niewykształcony obywatel (posiadający przecież prawo wyborcze!) będzie umiał i będzie chciał się wypowiedzieć. A skoro może się wypowiedzieć, to i może zagłosować. 

Tym samym, w obecnym systemie demokratycznym odchodzimy zupełnie od jakiejkolwiek sprawiedliwości. Bo niestety to, co w rozumieniu zwolenników demokracji jest sprawiedliwe (czyli obdarzenie absolutnie wszystkich prawem wyborczym), nijak ma się do prawdziwej i realnej sprawiedliwości, która polegałaby na tym, że państwo zarządzane jest w sposób rzetelny i kompetentny przez ludzi, którzy posiadają odpowiednie kwalifikacje i predyspozycje, i którym na tym państwie zależy. 

Święto demokracji

Powszechne prawo wyborcze, to jednak nie wszystko. Bo po skorzystaniu z tego prawa, ci których wybrano, mają znowu tylko jeden cel, a mianowicie wygrać po raz kolejny. Oczywiście nie wszyscy. Są i tacy, którzy mają wizję, mają wiedzę i chęci aby zrobić coś dobrego, mądrze administrować i wprowadzać tylko potrzebne zmiany. Nie trudno chyba jednak zaobserwować, że takich jest jednak niewielu, a nawet jeżeli nie stanowią mniejszości, to jakoś siła ich przebicia nierzadko jest nieporównywalnie mniejsza. Po wyborach, nazywanych przez niektórych świętem demokracji, lud który wybrał może świętować kilka lat spokoju i bycia zarządzanym w sposób, w który zdecydował. Czy na pewno? Po pierwsze, świętują jedynie ci, których reprezentacja zwyciężyła, po drugie, obecny system nie stwarza absolutnie żadnych mechanizmów rozliczania polityków z ich obietnic i programów. Choć tych ostatnich często już nawet nie konstruują, bo wystarczy kilka chwytliwych haseł, a programów przecież nikt nie czyta. W praktyce przecież, wybory zwycięża ten, kto wykorzystując ogromne nakłady z budżetu państwa (a więc z kieszeni obywateli), lepiej w danym momencie dopasował swoją kampanię do aktualnych nastrojów większości głosujących.  

W takim systemie, jesteśmy jedynie skazani na to, co zrobi z nami mała grupa polityków, wybrana przez większą grupę ludzi, o polityce nie mających pojęcia. Pozbawieni jesteśmy mechanizmów obrony i sprzeciwu, nie wyłączając kilku fasadowych instytucji, jak chociażby obywatelskie prawo inicjatywy ustawodawczej, z którego niezwykle ciężko jest skorzystać, a które jeżeli już się nawet wydarzy, to w banalnie prosty sposób może być przez rządzących zamiecione pod dywan. 

Kolejnym zaprzeczeniem sprawiedliwości jest obecny system partyjny. Powoduje on, że największe partie, zarządzane przez wąskie grupy liderów, oferują perspektywę awansu społecznego całej rzeszy biernych, niespecjalnie wykwalifikowanych polityków. W konsekwencji, za publiczne pieniądze, w szeregi największych partii wstępują całe rzesze ludzi, którzy niewiele więcej mają pojęcia o zarządzaniu państwem jak ci, którzy na nich potem głosują. A głosują przecież bardzo często na listę, a nie na konkretne osoby. Cały ten system, w którym spowodowanie wyłomu w postaci wprowadzenia nowych sił politycznych, mających realny wpływ na obraz sceny politycznej, zaś wejście w politykę jest niemal równoznaczne ze wstąpieniem do partyjnych molochów, pozbawionych idei, czy nawet konkretnych, merytorycznych programów, skutecznie zniechęca tych, którzy rzeczywiście chcieliby dobra kraju. Idealnie podsumowuje ten stan rzeczy cytat z Platona, że zbyt mądrzy na angażowanie się w politykę są karani rządami głupszych. W sposób bardzo wyraźny obserwujemy to dzisiaj.  

Zasadność poszukiwań

Mam świadomość, że wielu zwolenników demokracji dostrzega jej wady. Sztandarowym argumentem, kończącym najczęściej jakąkolwiek dyskusję, pytanie co w zamian? Często podparte słowami Churchilla, przywołanymi na początku tego tekstu. Demokracja ma wady, nie jest idealna, ale to najlepsze co mamy. Drugi koronny argument jest taki, że jedyną alternatywą dla demokracji jest dyktatura. Na tym zazwyczaj dyskusja się kończy, zaś demokrację uważa się jako coś domyślnego, zastanego, jakieś prawo stałe, z którym nie nikt nie ma prawa nawet dyskutować. A dyskutować należy, bo to, że trudno znaleźć dzisiaj lepsze rozwiązanie, nie oznacza że tego rozwiązania nie ma i że nie należy go szukać. Niestety człowiek, rzadko kiedy sam z siebie wybiera trudniejszą ścieżkę. Zaś jeżeli przyjmujemy, za Churchillem że demokracja jest systemem złym (nawet jeżeli wszystkie inne, które znamy uważamy za gorsze), to nie jest to żadne usprawiedliwienie, żeby w niej trwać i ją uważać za system ostateczny i niezmienny. Dobra należy szukać i do niego dążyć, nie zaś idąc po najmniejszej linii oporu, godzić się na to, co jest. 

A co do dyktatury, to przy obecnym systemie narzucania woli jednym przez drugich, demokracja liberalna, jaką znamy dzisiaj, ma z dyktaturą niemało cech wspólnych. 

Źródła 

Erik von Kuehnelt-Leddihn – Ślepy tor. Ideologia i polityka lewicy 1789 – 1984 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystyka ogólna i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *