Strategia owczego pędu – komentarz polityczny

Do tego, że żyjemy w ciekawych czasach chyba nikogo dziś nie trzeba przekonywać. Pandemia koronawirusa wywróciła nasze życie do góry nogami. Od kilku miesięcy otaczający nas świat zmienił się nie do poznania, zaś codzienność wygląda zupełnie inaczej niż to, do czego przyzwyczailiśmy się przez ostatnie dekady. Ze światową epidemią coraz częściej zbiegają się także wydarzenia, które wywołują niepokoje społeczne na wielką skalę. Burzliwe demonstracje ruchu Black Lives Matter w Stanach Zjednoczonych po śmierci George’a Floyd’a przerodziły się w brutalne zamieszki, demolowanie sklepów, a nawet doprowadziły do powstania anarchistycznej komuny w Seattle.  

Gorąca jesień 

W ostatnich dniach w Polsce, po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zgodności ustawy aborcyjnej z Konstytucją, doszło do licznych protestów społecznych skierowanych przeciwko decyzji sędziów. Tysiące ludzi wyszły na ulice demonstrować niezadowolenie z przyjętego orzeczenia, wyrażając jednocześnie sprzeciw wobec rządzącej partii. Protesty przybierały bardzo różny charakter. Obok pokojowych marszy i zwykłego manifestowania swoich poglądów, nie zabrakło także wyjątkowo wulgarnych incydentów, włącznie z niszczeniem cudzego mienia. Część z protestujących, swoją niechęć wobec władzy i orzeczenia Trybunału skierowała w stronę kościoła katolickiego, dokonując aktów wandalizmu na katolickich świątyniach. Niezwłocznie pojawili się więc ci, którzy zadeklarowali obronę kościołów, nie wykluczając fizycznych starć z tymi, którzy zdecydują się te kościoły atakować.  

Rozgrzane do granic możliwości emocje podsycił dodatkowo prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, publikując telewizyjne oświadczenie, w którym wzywał do obrony kościołów. Na uwagę zasługuje fakt, że jako przedstawiciel rządu, zamiast oświadczyć, że państwo, korzystając z sobie tylko dostępnych środków przymusu, zapewni bezpieczeństwo i ochronę mienia, wzywał obywateli – członków PiS i nie tylko, do wyjścia na ulicę. Forma i treść tego swoistego orędzia do narodu, nie mogła mieć innego celu jak tylko rozbudzenie jeszcze silniejszych emocji i doprowadzenie do całkowitej polaryzacji społeczeństwa.  

Wydawałoby się, że w dobie pandemii, podczas której codziennie słyszymy ze stronu rządu nawoływanie do ograniczania kontaktów społecznych do minimum, niewychodzenia z domu, przedstawiciel tego rządu wzywa do czynnej, fizycznej ‘obrony kościołów’. Część ludzi rzeczywiście odpowiedziała na tę odezwę i w konsekwencji na ulicach pojawiły się już dwie strony sztucznie rozdmuchanego konfliktu. 

Komu służą emocje? 

Nie mając możliwości wniknięcia w umysły rządzących, trudno przewidywać, czy wszystkie te działania, skierowanie do TK o sprawdzenie niezgodności z Konstytucją ustawy obowiązującej w Polsce od ponad dwudziestu lat i wydanie orzeczenia przez Trybunał w momencie, gdy dookoła szaleje pandemia, jak również orędzie prezesa PiS zachęcające do zaogniania konfliktu i wychodzenia na ulice, były zamierzone, czy też był to wynik wyjątkowo nierozważnej polityki, lub niefortunnych zbiegów okoliczności. Nie zmienia to jednak obrazu, jaki wyłania się z konferencji prasowej Premiera Morawieckiego, który kilkukrotnie zwraca uwagę, że na wzrost zakażeń koronawirusem znaczący wpływ mają i będą miały protesty uliczne. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że zrzucenie winy za nieskuteczną walkę z epidemią na protesty, było rządowi na rękę. Sposób wyjątkowo perfidny, ale być może skuteczny w przekonaniu wielu oburzonych obywateli. Zwłaszcza, jeżeli ma się do dyspozycji tak sprawną machinę medialną, jaką jest TVP. 

Temat aborcji wywołuje tarcia na całym świecie i Polska nie jest tutaj odosobniona. Nie wchodząc zupełnie w spór światopoglądowy dotyczący możliwości przerywania ciąży, wydaje się, że rozbudzenie emocji Polaków związanych z aborcją w tym akurat momencie jest posunięciem czysto politycznym. Jest to zatem kolejna i jak się okazuje, niezwykle skuteczna próba manipulacji społeczeństwem, które sfrustrowane przeciągającą się trudną sytuacją związaną z pandemią, strachem i obostrzeniami, w łatwy sposób daje wciągnąć się w konflikt. Obserwując protesty na ulicach, widać liczną obecność młodych i bardzo młodych ludzi, którzy być może nie mieli jeszcze okazji przemyśleć wielu spraw i wyrobić sobie o nich zdania, jednak przyłącza się do manifestacji ze szczególną werwą.  

Bunt i polityka 

Potrzeba wyrażania sprzeciwu, noszenia haseł na transparentach i zwyczajny bunt przeciw systemowi to naturalna cecha młodego pokolenia i nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Jeżeli ponadto w ostatnich czasach wzrostu gospodarczego i względnego dobrobytu, być może nie mieli przeciwko czemu się buntować, młodzi ludzie tym chętniej przyłączają się do spontanicznych ruchów i manifestacji. Głodni wykrzyczenia własnego zdania, chcą być po prostu zauważeni i często już tylko to jest dobrym powodem, by wyjść na ulicę.  

Oczywiście nie przeczę, że wśród protestujących byli ludzie realnie niezadowoleni z wyroku TK oraz z tego, że w dobie pandemii rząd zdecydował się włożyć kij w mrowisko i ponownie rozruszać jeden z najbardziej kontrowersyjnych i budzących emocje tematów. Pewnie była ich nawet większość. Nie zmienia to jednak faktu, że jak przy każdym tego rodzaju wydarzeniu, które wypycha ludzi na ulicę, między nich wkrada się polityka. Działająca od 2016 roku organizacja Strajk Kobiet, pod przewodnictwem pani Marty Lempart stosunkowo sprawnie przejęła przewodnictwo nad protestującymi, nadając wydarzeniom nazwę i symbolikę – a jakże, czerwona błyskawica pochodzi właśnie z logo tej organizacji.  

Strajk Kobiet jest organizacją, wśród postulatów której znajdziemy między innymi aborcję na życzenie, dofinansowanie in vitro, dostępu do sterylizacji, sprzeciw wobec finansowaniu Kościoła, czy emerytury za nieodpłatną pracę kobiet. Jako lider protestu, ta polityczna organizacja stara się narzucić swoje hasła wszystkim protestującym, pomimo iż wielu z nich wyszło na ulicę jedynie w celu wyrażenia sprzeciwu wobec orzeczenia TK, a to z kolei dotyczyło jedynie wąskiego wycinka przypadków aborcji, związanych z tzw. aborcją eugeniczną. To swoiste zawłaszczanie protestujących przez organizacje polityczne w celu odniesienia własnych korzyści to również nic nowego. Niewykluczone, że Strajk Kobiet w najbliższym czasie przekształci się w partię polityczną, licząc na niemałe poparcie wywołane licznym stawiennictwem na wydarzeniach ulicznych.  

Nowa partia zaś prawdopodobnie odbierze część głosów Lewicy, co w konsekwencji podziału lewicowego elektoratu może doprowadzić do takiego stanu rzeczy, w którym ani Lewica, ani partia pani Lempart, nie znajdą się w sejmie. Ale to już daleko idące spekulacje. 

Również Konfederacja wydaje się tracić poparcie przy okazji antyaborcyjnych protestów. Zdaje się, że zarówno jej elektorat, jak i liderzy, nie mają spójnych poglądów w tej kwestii, w konsekwencji czego nie doczekaliśmy się jasnego stanowiska tej partii w sprawie zachodzących wydarzeń. W niektórych sondażach, Konfederacja zdaje się tracić poparcie. Czy to wszystko, nie jest przypadkiem z korzyścią dla partii rządzącej? Trudno powiedzieć, bo również słupek PiSu zmniejszył się po fali protestów. Może się jednak okazać, że tylko chwilowo.  

Co dalej? 

Czy zatem ostatnie wydarzenia wokół wyroku Trybunału mogą być sprawnie przeprowadzoną manipulacją strony rządzącej? Gdyby tak było, to okaże się, że całe rzesze ludzi dały się włączyć w grę polityczną, w której temat samej aborcji schodzi na dalszy plan. Niezależnie od tego, kto zyska i straci na całej sytuacji, niewątpliwie stracimy my, Polacy. Po raz kolejny dajemy wciągnąć się w spór, który najpewniej ma odwrócić naszą uwagę od innych, bardziej palących tematów – pandemii, kolejnych ograniczeń i odbieraniu nam wolności kawałek po kawałku. Od tego, że system ochrony zdrowia rozlatuje się na naszych oczach i za chwilę wielu z nas będzie całkowicie pozbawionych opieki medycznej. Przykre, że w tak trudnych czasach dajemy się wepchnąć w polityczne gry na emocjach, które niczego konstruktywnego nie wnoszą, a jedynie polaryzują społeczeństwo i rozbijają jeszcze bardziej kruchą i iluzoryczną już chyba polską jedność. Tę jedność, którą zazwyczaj, w czasach kryzysu udało nam się zachować.  

W chwili, gdy piszę ten tekst, nie mamy jeszcze oficjalnych wyników wyborów w Stanach Zjednoczonych. Niezależnie jednak od ostatecznego rezultatu i tego, kto zostanie prezydentem USA, zapowiada się gorący okres za oceanem. Trump, w przypadku przegranej, najpewniej nie złoży broni i będzie starał się odwoływać do Sądu Najwyższego. Kwestionowanie wyników wyborów z pewnością nie spodoba się znacznej części obywateli. Jeżeli zaś wygra Trump, jest prawie pewne że ludzie tłumnie wyjdą na ulicę, podobnie jak w 2016 roku, z tą różnicą, że tym razem protesty i zamieszki mogą okazać się jeszcze bardziej zażarte i niebezpieczne.  

Obserwujemy więc nie tylko w Polsce rozgrzane do czerwoności emocje, którymi żyje społeczeństwo. Debata polityczna, czy światopoglądowa, praktycznie się nie toczy. Są jedynie wyzwiska, agresja i coraz częściej przemoc. Trudno nie odnieść wrażenia, że jako ludzie, dajemy się manipulować politykom, którzy czerpią z nas korzyści, stosując skuteczną strategię owczego pędu – z wykorzystaniem mediów podają nam tematy, na które mamy się w danej chwili spierać, żebyśmy całą swoją uwagę skupili na nich, a nie na tym, co w danej chwili naprawdę ważne.  

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *