Ekoterroryzm

Obecnie wiele mówi i pisze się na temat ekologii. W przestrzeni działa mnóstwo organizacji działających w celu ochrony roślin, zwierząt oraz innych elementów natury. Czy działania te zawsze są działaniami służącymi dobru tychże? Okazuje się, że nie zawsze. Sprzyja temu funkcjonowanie organizacji o profilu ekoterrorystycznym. Coraz częściej także działania podejmowane przez takie organizacje jak Greenpeace, noszą ślady działań destrukcyjnych, które zamiast służyć środowisku, jeszcze bardziej mu szkodzą.

Czym jest ekoterroryzm?

Ekoterroryzm to forma terroryzmu apokaliptycznego, który zakłada, że rozwój cywilizacji oraz techniki stanowi źródło zła, to też w imię oczyszczania biosfery dozwolone jest każde działanie wymierzone przeciwko cywilizacji. Definicją, która chyba najtrafniej ujmuje to zjawisko jest definicja FBI z 2002 r.: „ekoterroryzm to użycie lub grożenie użyciem przemocy o naturze przestępczej przeciwko ludziom lub własności przez zorientowaną na środowisko naturalne mniejszościową grupę, z ekologiczno-politycznych powodów lub ukierunkowane na publiczność poza celem, zazwyczaj natury symbolicznej”. Cechą charakterystyczną ekoterroryzmu jest wymuszanie pewnych decyzji środowiskowych na rządzie, przedsiębiorcach czy społeczności lokalnej.

Geneza ekoterroryzmu

Ekoterroryzm wywodzi się z nurtu tzw. głębokiej ekologii, której jednym z czołowych przedstawicieli był Arne Nass, norweski ideolog. Zainspirowany książką Rachel Carson pt. „Silence Spring”, która była kamieniem węgielnym w budowie ruchu ekologicznego, zaczął głosić postulat zerwania z antropocentryczną wizją świata, w której to człowiek jest panem wszechrzeczy, a świat roślin i zwierząt zależny od jego działań. Podkreślał, że fauna i flora są człowiekowi równe i powinny być otoczone z jego strony szczególną opieką, a liczba ludności winna zostać ograniczona do 100 mln, większa bowiem liczba działa na szkodę przyrody.

Tropem Arne Nassa podążył David Foreman, który w 1980 r. stworzył radykalną organizację ekologiczną Earth First! Jej aktywiści znani byli z manifestowania swoich poglądów poprzez przywiązywanie się do drzew, zaczęto ich więc nazywać tree-huggers. Organizacja istnieje po dziś dzień i opowiada się za wrogością wobec technologii czy ograniczeniem liczby ludności na świecie.

Pisząc o genezie ekoterroryzmu nie sposób nie wspomnieć jeszcze o dwóch innych organizacjach, również prężnie działających Pierwsza z nich to powstały w 1976 r. Animal Liberation Front (ALF). Ich celem jest przede wszystkim uwalnianie zwierząt z rzeźni, ferm i innych miejsc gdzie są przez człowieka wykorzystywane. W roku 1992 powstała kolejna organizacja ekoterrorystyczna, tym razem był to Eart Liberation Front (ELF). Celem organizacji jest zadanie strat wszystkim, którzy niszczą środowisko. Organizacja walczy również z przemysłem, jest anarchistyczna i antykapitalistyczna.

Organizacje ekoterrorystyczne działają jak mafia. Ich struktury są niezwykle trudne do przeniknięcia. Polegają w swoich działaniach na ekotażu czyli sabotażu ekologicznym. Niszczą tablice, budynki i sprzęt w jakikolwiek sposób związane z przemysłem. Czy za ekoterroryzm odpowiadają wyłącznie wyżej wymienione organizacje? Okazuje się, że nie.  Coraz więcej bowiem kontrowersji wzbudza funkcjonowanie chociażby Greenpeace, powszechnie znanego ruchu proekologicznego.

Kontrowersje wokół Greenpeace

Jedno ze zdarzeń godzących w słuszność działań Greenpeace miało miejsce w 2002 r., kiedy to w Zambii nastąpiła klęska głodu, która dotknęła aż 2 mln ludzi. Władze kraju odmówiły rozdania ludności przysłanej przez ONZ kukurydzy, która miała stanowić remedium na zaistniałą sytuację, argumentując że jest modyfikowana genetycznie, a więc szkodliwa. Wpływ na tę decyzję mieli przede wszystkim aktywiści Greenpeace, którzy akcentowali negatywne skutki jakie miałoby przynieść spożycie tej rośliny. Była to decyzja bardzo kontrowersyjna, której podjęcie pociągnęło za sobą szereg pytań, min: „Czy lepiej umrzeć niż zjeść GMO?”

Wartym wzmianki jest też zdarzenie z grudnia 2014 r. Na terenie parku w stolicy Peru – Limie, gdzie znajdują się rysunki z Nazca przedstawiające figury geometryczne, stanowiące spuściznę po żyjącym wieleset lat temu andyjskim ludzie, zostały uszkodzone przez działaczy wspomnianej organizacji. Namalowali oni w tym miejscu napis „Time for change! The future is renewable”. Choć aktywiści przeprosili za ten czyn, Peruwiańczycy nie przyjęli aktu skruchy. W tym wypadku wydaje się to słuszne, gdyż członkowie organizacji wykazali się zupełną bezmyślnością i brakiem szacunku do tradycji i historii Peru.

W 2018 r. aktywiści Greenpeace „zasłużyli się” z kolei rozlaniem farby wokół Kolumny Zwycięstwa w Berlinie. Żółta farba miała stworzyć tło w kształcie słońca, będące symbolem walki o zamknięcie elektrowni węglowych zatruwających środowisko. Greenpeace został ukarany grzywną 15 tys. euro. Nie wiemy czy kara ta była jednak współmierna do kosztów, jakie poniosło miasto w kwestii likwidacji powstałych szkód.

W 2019 r. z kolei działacze organizacji zablokowali w Gdańsku urządzenia przeładunkowe, które miały umożliwić wyładunek węgla. Wszystko to pod hasłem „Polska bez węgla 2030”. Prokuratorzy wyliczyli, że na skutek blokady port stracił 30 tys. zł.

Poza konkretnymi przykładami działań Greenpeace które miały bezpośrednio destrukcyjny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość, warto także wspomnieć o argumencie, który bardzo często pojawia się w debacie publicznej na temat działalności tej organizacji. Mianowicie ruch ten ma służyć głównie dużym korporacjom. Aktywiści Greenpeace wywierają nacisk na rządy, które często ulegają presji i wprowadzają bardzo rygorystyczne regulacje prawne dotyczące chociażby uprawy roślin. Powoduje to, że na rynek wchodzą tylko duże firmy, które tym wymogom mogą sprostać. Przykładem może być chociażby sprawa złotego ryżu. Pewna organizacja wyhodowała odmianę tego zboża, która miała być z kolei- podobnie jak zambijska kukurydza – lekiem na problem głodu w Indiach. Organizacja ta, nie mogąc jednak sprostać wymogom finansowym, weszła w kooperację z dużą korporacją Syngenta. Tu pada pytanie: dlaczego w tę współpracę nie mógł zaangażować się rząd Indii? Czy tylko korporacje stać na wprowadzanie genetycznie modyfikowanych odmian zbóż? To, że Greenpeace może być znacznie upolitycznioną organizacją świadczy także fakt, że w 2011 r. organizacja ta została pozbawiona w Nowej Zelandii statusu organizacji charytatywnej. Przyczyną miało być właśnie zbyt duże upolitycznienie.  Kilkanaście lat wcześniej z kolei z Greenpeace odszedł jej współzałożyciel Patrick Moore, po aferze związanej z kwestią szkodliwości chloru dla ludzkiego zdrowia. Greenpeace poparło postulat o szkodliwości tego pierwiastka, z czym Moore nie zgodził się. Zarzucił wtedy organizacji, że jest zdominowana przez korporacje i siły polityczne, a żadna osoba na wysokim stanowisku w strukturze ruchu nie posiada wyższego wykształcenia w dziedzinie związanej ze środowiskiem naturalnym.

Podsumowanie

Czy wyżej wymienione działania podjęte przez Greenpeace można uznać za ekoterorryzm?Myślę, że to określenie jest zbyt daleko idące. Podkreślić jednak należy, że te i wiele innych akcji aktywistów Greenpeace są godne potępienia. W żaden sposób nie przysługiwały się szerzeniu idei ekologizmu i ochronie środowiska, a wręcz odwrotnie – były destrukcyjne i zaprzeczały tej idei. Takim aktom należy przeciwdziałać i z całą surowością karać. Przede wszystkim jednak należy skupiać się na pozostałych trzech wymienionych organizacjach, których szkodliwość jest niemal stuprocentowa. Tylko ALF według statystyk sprzed kilku lat była odpowiedzialna za prawie 40% ataków ekoterorrystycznych w USA.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystyka ogólna i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *