Baśń o Szurach – komentarz społeczny 

Odnoszę wrażenie, że pandemia koronawirusa wysysa z nas znacznie więcej, niż tylko zdrowie i pieniądze. W dyskusjach, zwłaszcza internetowych, choć niestety coraz częściej także tych prowadzonych na żywo, obserwujemy zjawisko ostracyzmu, kierowanego w stronę osób o innych poglądach.  

Dyskryminacja

Ci, którzy mają odmienne zdanie, często nawet od znakomitej większości społeczeństwa, muszą dzisiaj liczyć się z wytykaniem palcami, prześmiewczymi wyzwiskami pokroju „szur”, czy „foliarz”, a nawet porównywaniem do wyznawców teorii o płaskiej ziemi. Choć jest to w czystej postaci dyskryminacja, nie przeszkadza to wcale tym, którzy chętnie powołują się na wolność i prawa człowieka.  

Coraz łatwiej rzucamy obelgami w tych, którzy kwestionują zasadność kolejnych rządowych obostrzeń, noszenia maseczek i zarzynania gospodarki w imię wyższego dobra jakim jest ochrona zdrowia, zasłaniając się tym, że przecież cały świat tak robi. Wszak cały świat nie ma prawa się mylić. Nie ma prawa także mylić się nauka, która tak chętnie przywoływana jest jako argument ostateczny w walce z „foliarzami”. I gdy nawet ktoś próbuje pokazywać naukowe badania, wypowiedzi lekarzy, które pokazują nieskuteczność obostrzeń, noszenia maseczek, a także sugerują wątpliwą skuteczność naprędce przygotowanych szczepionek, spotyka się z taką samą negacją. Argumenty naukowe strony przeciwnej są odrzucane jako niewiarygodne. Chodzi zresztą o coś znacznie więcej, niż tylko aspekty naukowe. Sama chociażby dyskusja o zasadności wprowadzania daleko idących obostrzeń w imię walki z pandemią, dylemat ograniczania wolności obywateli w imię ratowania zdrowia i inne podobne problemy, już w zasadzie nie funkcjonują w dyskursie publicznym. Ktokolwiek ośmiela się krytykować postępowanie rządów w tej kwestii, jest przyrównywany do człowieka z przysłowiową folią na głowie. Zanika jakakolwiek debata na tematy, o których możemy mieć różne zdanie, ale jeszcze jakiś czas temu nie przyszłoby nam do głowy by całkowicie usuwać je z dyskusji. Każdego zaś, kto je podejmuje, odsądzać od czci i wiary, obrzucając wyzwiskami, lub przynajmniej uznać za niepoważnego. 

Królowa wymówek

Wywołana wirusem medialna panika sprawiła, że dzisiaj nikt właściwie nie ma prawa mieć odrębnego zdania. I naprawdę nie ma tutaj znaczenia tytuł i dorobek naukowy, ponieważ najbardziej liczy się to, że cały świat jest zgodny, iż z pandemią należy walczyć z całą stanowczością. Wiele osób, tak chętnie odwołujących się do nauki, uważa że w dyskusji nawet nie musi podawać źródeł, wykazywać konkretnych badań, a także zwolniona jest z krytycznej analizy wypowiedzi tych, którzy mają odmienne zdanie.  

Nawet bez opowiadania się po żadnej ze stron, należałoby zwrócić uwagę, że absolutne minimum przyzwoitości powinno dotyczyć każdego. Sytuacje, w których patrzymy spod oka na tych, którzy się z nami nie zgadzają, są niedopuszczalne w społeczeństwie, które uważa się za cywilizowane. Choćby nawet cały świat był po naszej stronie, dlaczego nie chcemy dopuścić do głosu ludzi posiadających inną opinię? Czy naprawdę wystarcza nam to, że w mediach widzimy tylko jeden przekaz? Czy już to samo w sobie nie powinno nas skłonić do myślenia? Osobiście uważam, za niebezpieczną sytuację, w której pewne poglądy stały się na tyle dominujące, że te przeciwne, lub nawet trochę tylko różne, stają się z automatu niejako wyklęte. Prowadzi ona nieuchronnie do cenzury, ograniczania wolności słowa. Przeczy wreszcie pluralizmowi, na którym system demokratyczny powinien się przecież opierać.  

Zgoda na wykluczenie

Trudno oprzeć się wrażeniu, że powszechna zgoda panująca w mediach co do pandemii i walki z nią zwolniła nas od analizowania i doprowadziła do tego, że odrzucamy wszystko co inne, zaś tych, którzy chociażby tylko stawiają pytania: „czy rzeczywiście?”, „czy powinniśmy?”, „czy warto?”, każe traktować jako osoby mniej inteligentne, które są zwolennikami teorii spiskowych lub po prostu takich, z którymi nie warto rozmawiać. Powszechność pewnych poglądów, wspierana przez ogół światowych mediów i polityków,  to bardzo kusząca wymówka, żeby zabronić innym opiniom przebić się do świadomości publicznej.  

Wiele napisano już o trybalizacji życia publicznego, której coraz trudniej nie dostrzec również u nas, w Polsce. Nie da się jednak nie odnieść wrażenia, że kryzys wywołany pandemią, proces ten potęguje ponad wszelką miarę. I to w najbardziej perfidny sposób. Odwołując się bowiem do autorytetów życia publicznego, czujemy się w mocy odbierać ludziom o odmiennych poglądach prawo do własnego rozumu, uważając ich po prostu za głupszych. Zastanówmy się czasem czy takie bezkrytyczne podejście do jakiegokolwiek tematu jest na pewno właściwe?  

Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystyka ogólna i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *