Relatywizm wartości

Ponad dziesięć lat temu, włoski naukowiec katolicki Roberto De Mattei napisał książkę pod tytułem ‘Dyktatura relatywizmu’. Nawiązując w niej do homilii papieża Benedykta XVI wygłoszonej w 2005 roku Pro eligendo Romano Pontifice stwierdził, że światem owładnęło niebezpieczne zjawisko zwane relatywizmem moralnym. Pochylając się nad tym problemem, De Mattei analizuje współczesny świat przez pryzmat czegoś, co nazywa dyktaturą relatywizmu, dochodząc przy tym do wniosków interesujących, ale i z perspektywy konserwatywnej, niebezpiecznych. 

Z czym mamy do czynienia? 

Zacznijmy od kilku słów wyjaśnienia. Czym jest zjawisko relatywizmu? Pogląd relatywny zakłada, że każde zdanie, wypowiedź lub teza, jest zależna od kontekstu w jakim się je głosi. Nie ma zatem miejsca na ocenę, czy coś jest w sposób pełny prawdziwe i trafne, gdyż wszystko może być poddane interpretacji. Konsekwencją daleko posuniętego myślenia relatywistycznego może być zatem odrzucenie pojęcia prawdy, jako czegoś całkowicie względnego. Wyrazem tego, jest potoczne powiedzenie: “prawda leży po środku”, będące pośrednio zaprzeczeniem definicji tego pojęcia. Prawda jest przecież tam, gdzie jest, i dlatego właśnie jest prawdziwa, że nie zależy od żadnych kontekstów.  

Kolejnym pojęciem jest tak zwany relatywizm moralny. O ile pierwsza odmiana relatywizmu odnosi się do prawdy, tak relatywizm moralny nawiązuje do dobra. Pogląd ten polega na tym, że również dobra i zła nie możemy rozpatrywać w naturalnie i intuicyjnie rozumianych kategoriach, bowiem wszystko, co uważamy za dobre, lub złe, może takie nie być, w zależności od kontekstu. 

Relatywizm i prawo naturalne 

Zarówno Benedykt XVI jak i Roberto De Mattei stali na stanowisku, że pewne zasady i wartości, nie są relatywne, a zatem nie podlegają dodatkowej ocenie w kontekście ich prawdziwości. Na tych zasadach bowiem opiera się nie tylko nauka chrześcijańska, ale i cała cywilizacja zachodnia, którą za jej pomocą stworzyliśmy, i w której żyjemy. Zasady te są uniwersalne, gdyż wynikają z natury ludzkiej. Ta zaś, nie zmienia się, w zależności od okoliczności. W swoich rozważaniach, włoski autor nawiązuje zatem do koncepcji prawa naturalnego. Pojęciem tym określamy pewien zbiór reguł i praw, który nie pochodzi z prawotwórczych procesów ludzkich, ale wynika z samej natury człowieka. Dodatkowo Chrześcijanie wywodzą pochodzenie praw naturalnych od absolutu boskiego.  

Jeśli więc przyjmiemy istnienie grupy niezbywalnych praw, których istnienie nie jest zależne od działalności człowieka, ani od systemów normatywnych, które tworzy, musimy także przyjąć, że istnieje prawda i słuszność. Te zaś nie podlegają modyfikacjom i są niekwestionowalne. Relatywizm w oczywisty sposób neguje takie myślenie. 

Według De Mattei, a także wielu innych konserwatywnych teoretyków, to właśnie prawa naturalne determinowały porządek społeczny w Europie przez setki lat. Stanowiły podstawę, od której zaczynało się myślenie o porządkach normatywnych. Systemy prawne tworzone przez człowieka były więc oparte na prawie naturalnym. Zmianę takiego porządku rzeczy przyniosła rewolucja francuska z 1789 roku, która poza wieloma innymi tematami, podjęła się także oparcia praw człowieka na ludzkim rozumie, nie zaś na pewnych obiektywnych prawdach wywodzonych z natury, czy też jak wolimy od Boga. 

Rodzina, życie, tożsamość 

Ważnym elementem omawianej przez włoskiego intelektualistę “dyktatury relatywizmu” są tak zwane prawa reprodukcyjne. Są to pojęcia stosunkowo nowe w ludzkiej historii, szeroko wprowadzone do obiegu prawnego przez ONZ w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka w 1948 roku. W jej świetle, takie pojęcia jak aborcja, powszechna edukacja seksualna, czy eutanazja, zaczęły być pojmowane jako prawa człowieka, a więc takie, do których każdy powinien mieć dostęp. “Prawa reprodukcyjne” i wszystko co związane jest z terminami “planowania rodziny”, “zdrowej reprodukcji” stanowią chęć całkowitego przejęcia przez człowieka kontroli nad procesem przekazywania życia. W takim rozumieniu tej materii nie ma praktycznie miejsca na naturę, która dotychczas determinowała właśnie proces tworzenia i odbierania życia. W oczywisty sposób, nie ma także miejsca dla Boga. 

Przemiany kulturowe, zmiana sposobu myślenia o życiu ludzkim, w gruncie rzeczy osłabia instytucję samej rodziny odbierając jej status podstawowej komórki społecznej. Pozbawia ludzi odpowiedzialności za życie, a w konsekwencji także za społeczeństwo.  

Dodatkowo, zmiana rozumienia świata naturalnego determinowana przez możliwość wyboru płci, prowadzi do zaniku naturalnej tożsamości. Możliwość samookreślania tak zwanej płci kulturowej, kwestionowanie naturalnych predyspozycji mężczyzn i kobiet, prowadzi do społecznych zaburzeń w autoidentyfikacji. Coraz trudniej jest człowiekowi zdefiniować swoje miejsce na świecie, skoro kwestionuje się odwieczną naturę człowieka. 

 Niechęć do ołtarza 

 Nauki Kościoła starają się zachować naturalny porządek wynikający z prawdy obiektywnej. W kwestiach tak kluczowych jak życie i rodzina, stoją po stronie, że pewne zasady nie mogą być zależne od kontekstu, czynników zewnętrznych, kultury, czy ludzkiego widzimisię. Oczywistą konsekwencją tego podejścia jest więc niechęć relatywistów do kościoła i wszystkiego co związane z religią. Dla instytucji, która kwestionuje relatywistyczne podejście do spraw seksualności i kontrolowania życia nie może być miejsca w nowoczesnym świecie, w którym to człowiek ustala wszystkie prawa wedle własnego uznania. Ochrona tożsamości i tradycji w społeczeństwie, jest jednym z celów, jakie przyświecają wspólnocie wiernych. Przekonanie ludzi o potrzebie zanegowania naturalnego porządku, musi się więc wiązać z próbą marginalizacji znaczenia wiary, Boga oraz wspólnoty, która na tych podstawach jest zbudowana. 

Roberto De Mattei zwraca zatem uwagę na fakt, że właśnie powrót do naturalnego rozumienia istoty człowieka, opartej na prawach naturalnych, stanowi remedium na relatywizm. Jeśli odejdziemy od przekonania, że istnieją prawa obiektywne, których człowiek nie powinien modyfikować, nie uda nam się zachować społeczeństwa w takim stanie, który jest dla niego optymalny i pozwala mu na rozwój i samodoskonalenie się.  

Dyktatura 

 Niezależnie od tego, czy zgadzamy się z takim rozumieniem świata, warto zastanowić się nad procesami, które w nim zachodzą, oraz zapoznać się z opinią tych, którzy mają odmienne zdanie od nas. Patrzenie na świat tylko przez pryzmat jednej, dominującej opcji, nie doprowadzi nas do niczego dobrego. To oczywiście przy założeniu, że zgodzimy się, że istnieje coś takiego jak dobro. Relatywiści kwestionując istnienie obiektywnych praw i wartości odrzucają prawo naturalne, co prowadzi ich do niebezpiecznych wniosków, że wszystko na świecie można podważyć, zaś porządek społeczny nie jest czymś zgodnie przez wszystkich pożądanym. A przynajmniej nie w ten sam sposób.  

W moim przekonaniu, całkowite odrzucenie pojęcia naturalnego porządku świata, prawdy obiektywnej oraz przyrodzonych wartości, prowadzi do narzucania innym jedynie słusznych racji. Jak więc inaczej możemy nazwać taki stan rzeczy, jeśli nie dyktaturą właśnie? 

 

Źródła: 
Roberto De Mattei – Dyktatura relatywizmu 
Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystyka ogólna i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *