Elitaryzm – część I

Społeczeństwo jak wody potrzebuje elit. Stwierdzenie to wydaje się oczywiste i intuicyjne, choć z pewnością wiele osób będzie z nim polemizować. Jednak nie sposób zaprzeczyć, że w każdym zdrowym organizmie społecznym potrzebni są ludzie, którzy mają wiedzę i umiejętności, by to społeczeństwo prowadzić i rozwijać. Czy nam się to podoba czy nie, potrzebujemy autorytetów w różnych dziedzinach, ekspertów, specjalistów, osób które po prostu mają szeroką wiedzę o tym, jak działa świat. Potrzebujemy także liderów, którzy będą potrafili poprowadzić masy w odpowiednim kierunku, w dobie kryzysu. Mimo to, słowo elita budzi dzisiaj skrajnie pejoratywne skojarzenia wśród wielu osób z różnych kręgów społecznych, nawet z przeciwnych biegunów sceny politycznej. 

Być może jest to domena narodów z byłego bloku sowieckiego, którym elity kojarzą się niemal wyłącznie z przedstawicielami aparatu partyjnego, wierchuszką wojskową i policyjną, a więc tymi, którzy stali na czele machiny socjalistycznego systemu. Jednak również na Zachodzie, elity były często postrzegane negatywnie. Historycznie, już w czasach Rewolucji Francuskiej, bogatą burżuazję utożsamiano z opresją, zaś po XIX wiecznej rewolucji przemysłowej, właściciele fabryk kojarzyli się jedynie z wyzyskiem robotników. Z kolei po rewolucji seksualnej lat 60-tych, zakwestionowane zostały liczne autorytety moralne i intelektualne.  

Estradowe autorytety

W dzisiejszych czasach, także pojęcie autorytetu, którym przynajmniej w teorii, powinny być obdarzone elity, bywa podważane. W debacie publicznej coraz częściej dochodzą do głosu ci, którzy kwestionują zasadność oglądania się na ludzi, którzy wypracowali swoją pozycję w społeczeństwie przez lata ciężkiej pracy zdobywania wiedzy, umiejętności i doświadczenia. W miejsce tych prawdziwych autorytetów, ludzi nauki, liderów biznesowych i przedsiębiorców, którzy osiągnęli sukces, działaczy społecznych z trzeciego sektora, nierzadko w roli ekspertów wyznaczających trendy i pouczających innych, stawiani są celebryci – muzycy, aktorzy, sportowcy, lub nawet YouTouberzy i Instagramerzy, ale także politycy. Niestety, nie jest to kwestia jedynie wypowiedzi w telewizyjnych programach publicystycznych, czy rosnących słupków popularności internetowych vlogów tych osób, ale także realnego wpływu na władzę. Nie należy już do rzadkości sytuacja, w której do pracy w ministerstwach, kancelariach premiera, prezydenta, do kierownictw partii politycznych trafiają ludzie, których jedynym osiągnięciem życiowym było zapisanie się do młodzieżówki partyjnej i całą swoją karierę oparli właśnie na polityce.  Działalność polityczna, w szczególności w szeregach wielkiej partii, operującej ogromnymi środkami finansowymi oraz mającej dostęp do narzędzi z zakresu Public relations i ekspertów od marketingu politycznego, pozwala na względnie szybkie osiągnięcie wysokiej pozycji i rozpoznawalności. 

Zawód – polityk

Kariera zawodowego polityka często zaczyna się w młodzieżówkach partyjnych. Młodzi ludzie, najczęściej jeszcze na studiach zapisując się do partii, są wdrażani do machiny, która przy odpowiednim zaangażowani, doprowadzi ich na szczyty władzy. Problemem jest jednak to, że działalność polityczna ma niewiele wspólnego z prawdziwym życiem. Młode osoby nie mają okazji sprawdzić się w realnej pracy, zarobić realnych pieniędzy na etacie, lub dzięki własnej działalności gospodarczej. Zamiast tego drukują i kleją plakaty, zbierają podpisy, organizują spotkania i jeżdżą na wiece polityczne swoich liderów partyjnych. Przy odpowiednim oddaniu się ‘idei’ partyjnej, mogą w przyszłości liczyć na miejsca na listach wyborczych, a z czasem nawet w zarządzie partyjnym, czy ministerstwach. Po kilku latach takiej działalności, znajdują się w miejscu, w którym nie muszą się już martwić o pracę, ponieważ partia o nich zadba. A ponieważ są już rozpoznawalni, występują w roli ekspertów i specjalistów, pomimo iż nie mieli okazji zdobyć realnej wiedzy i doświadczenia o sprawach, w których mają szansę współdecydować. Jest to niezwykle niebezpieczny mechanizm nowoczesnej demokracji liberalnej, w której do grona rzekomych elit można dołączyć bez należytego przygotowania.  

Jeżeli takie elity rządzą naszym krajem, trudno dziwić się, że decyzje wyborców są takie, a nie inne. Człowiek, który wiele w życiu osiągnął, prowadzi dobrze prosperującą firmę i realnie przyczynia się do wzrostu PKB, nie ma praktycznych szans na elekcję do parlamentu i realną sprawczość, o ile nie zaangażuje się w działalność partyjną, a i wtedy ma niejednokrotnie gorszą pozycję, niż ten, kto przy partii trwa od młodych lat i zjadł zęby na partyjnych układach. Elity wykształcone w ten sposób nie są żadnymi elitami. Ludzie, których kariera oparta jest na polityce już zawsze pozostaną politykami i punktem w życiowej agendzie będzie przede wszystkim zdobycie i utrzymanie władzy. Trudno oczekiwać, żeby ich interesy były zbieżne z interesami tych, którymi mają rządzić.  

Kwestia elit w społeczeństwie, ich pochodzenia i znaczenia, a także potrzeba realnego kształtowania prawdziwych elit, będzie kontynuowana w dalszych częściach cyklu. Przyjrzymy się także teoretycznym założeniom elitaryzmu oraz ich cywilizacyjnym podstawom. 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystyka ogólna i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *